Co to znaczy być 98% szympansa: małpy, ludzie i ich geny

Nie daj się zwieść tytułem tej książki. Wystarczy pięć stron, aby przekonać się, że dla Jonathana Marksa szympans w 98 procentach nic nie znaczy: mimo wszystkich podobieństw szympansy to szympansy, a ludzie to ludzie. Tu nie ma napięcia. Dlaczego więc miałoby się przebrnąć przez pozostałe 307 stron tej książki, jeśli główne przesłanie jest oczywiste od samego początku. Widzę dwa dobre powody. Przede wszystkim dlatego, że jest fajnie. Jestem fanem Marksa od jego listu z 1982 roku do natury (295: 276) zatytułowanego Wszystko w księdze . Jego styl jest prowokacyjny i często zabawny, a jego argumenty są interesujące nawet wtedy, gdy jest miejsce na rozbieżności (jak czasami jest). Drugim powodem jest to, że temat tej książki jest niezwykle ważny. Wielu naukowców i lekarzy traktuje codziennie, w taki czy inny sposób, ludzką zmienność i jej konsekwencje. Jednak rzadko mamy czas, aby zastanowić się nad założeniami leżącymi u podstaw wielu koncepcji, nawet tych pozornie prostych, w tej dziedzinie. Marks wykonuje niezwykłą pracę polegającą na umieszczaniu tych pojęć w kontekście historycznym i kulturowym, w którym zostały opracowane, przegląda dużą liczbę wyników i analizuje ich implikacje. W jakim stopniu nasze zdolności intelektualne i fizyczne są zdeterminowane przez nasze geny i czy jesteśmy pewni, że mamy wystarczająco dużo dobrych danych, aby odpowiedzieć na to pytanie w pierwszej kolejności. Czy istnieje biologiczna podstawa preferencji seksualnych lub tendencji do popełniania przestępstw. Czym jest kultura i czy możemy użyć tego słowa, aby odnieść się do przenoszenia wyuczonych zachowań u małp człekokształtnych.
Rozdziały 3 i 4 dotyczą w szczególności kluczowego zagadnienia: istnienia ras ludzkich. Jak słusznie zauważa autor, prawdopodobnie trudno jest dziś przekonać ludzi, że rasy istnieją w pewnych gatunkach, ale nie w naszych, ponieważ przekonano ludzi w XVII wieku, że ziemia obraca się wokół Słońca, a nie na odwrót. Jednak obecne dane genetyczne nie są niejednoznaczne. Każdy może odróżnić Nigeryjczyka od Duńczyka, ale ludzka różnorodność jest rozprowadzana w sposób ciągły, a identyfikacja dyskretnych skupisk ludzkich genotypów (które można by następnie nazwać rasami) do tej pory okazała się niemożliwa. Ważne jest, aby podkreślić to pojęcie, ponieważ wielu, w tym wielu naukowców, nadal uważa, że chociaż rozróżnienia rasowe mogą nie być oczywiste, pewnego rodzaju klasyfikacja rasowa jest przydatna do celów praktycznych, takich jak diagnoza lub, w przyszłości, dostosowywanie rasy specyficzne leki. Księga Marksa i dwa kolejne badania (Wilson JF, i in. Population Genetic Structure of Variable Drug Response. Nature Genetics 2001; 29: 265-9; Romualdi C, et al. Patterns of Human Diversity, within and among Continents, Wnioskowane z polimorfizmów Biallelic DNA. Genome Research 2002; 12: 602-12) pokazują wyraźnie, że nawet w tych praktycznych zastosowaniach liczy się indywidualny genotyp, a nie w dużej mierze arbitralne, a zatem potencjalnie mylące, etykiety rasowe związane z ludźmi.
Aspektem tej książki, której nie rozumiem, jest jej frontalny atak na naukę jako całość, a także na określone dyscypliny – genetykę cieszącą się szczególnie ostrym traktowaniem w rozdziałach 6 i 11. Czy autor naprawdę wierzy, że wielu naukowców podpisałoby się pod oświadczeniami takie jak: Nauka wyjaśniła wiele rzeczy na temat wszechświata
[przypisy: nfz katowice przeglądarka skierowań, żołnierska szczecin terapia uzależnień, leczenie kanałowe kraków ]
[przypisy: magodent warszawa, xarelto zamienniki, sccs zabrze ]